Jestem
wspomnieniem, czymś nierealnym, iluzją, ułudą; kwiatem tańczącym na wietrze,
niewypowiedzianym słowem, nienazwanym uczuciem, lecz kiedyś byłam kimś
normalnym. Byłam człowiekiem, takim jak ty, myślącym o codzienności, zatraconym
w rutynie, a teraz jestem czymś nieosiągalnym, innym i będę nim dopóki on nie
przestanie myśleć o mnie mówiąc kocham. Jestem wspomnieniem a oto moja historia.
Byłam
młodą dziewczyną, gdy dowiedziałam się o tym. Nie chciałam tego przyjąć do
wiadomości, lecz z każdym kolejnym dniem wracało przypominając, o swojej
obecności. Dowiedziałam się, że mój ukochany, jedyny, młodszy braciszek jest
ciężko chory. Lekarze jednogłośnie orzekli: ostra białaczka. Dla mnie był to
straszliwy wyrok, lecz postanowiłam, że pomogę mu walczyć. Nie poddamy się i
będziemy bronić każdego oddechu, uśmiechu i łzy tak jakby walka toczyła się o wszystkie
skarby całego świata.
Pewnego
straszliwego dnia mojemu bratu – Łukaszowi okropnie się pogorszyło. Lekarze nie
dawali mu dużych nadziei, co mnie doszczętnie zniszczyło. Załamana wróciłam do
domu. Ból przeszywał mnie na wskroś. Siedziałam sam na sam w czterech ścianach,
które powoli zaczynały mnie przytłaczać. Nie wiedziałam jak sobie z tym
poradzić. Jak zniszczyć coś, co nie jest namacalne, co tkwi w człowieku głęboko
i zabija to co najistotniejsze. Ogarnęło mnie otępienie, uczucie, które jak na
złość nie chce minąć, trwając w nieskończoność i wyśmiewając się z ludzkiej
niemocy. I w głowie pustka, a z niej wyłaniające się powoli pytanie, które w
sekundzie nabrało sensu. Kim jestem ? Kim ja właściwie jestem ? Nikim, bo przecież
nie mogę pomóc. Kimś, bo istnieje i wspieram. Człowiekiem, bo posiadam ludzkie
odruchy. Zwierzęciem, bo włada mną instynkt. Tyle odpowiedzi, lecz żadna pełna,
ani jedna nie zbliżyła mnie ostatecznie do odpowiedzi na to kluczowe pytanie.
Przeczuwam, że odpowiedź jest jego lekarstwem, tym co najpotrzebniejsze. Jedyną
szansą, ostatnią deską ratunku, która jest tak blisko, ale zbyt daleko. Z całych sił usiłowałam poznać odpowiedź na to
ważne pytanie i nagle pojawił się on.
Przyszedł
z nikąd, pojawił się w chwili i stał przede mną. Był wysoki i w niezwykły
sposób przystojny. Wszystko w nim było czarne. Ciemne oczy, włosy karnacja,
ubiór pierścień na wskazującym palcu. Przedstawił się, a ja z przerażenia
próbowałam uciec, lecz nagle okazało się, że jestem w miejscu bez drzwi, bez
wyjścia, żadnej drogi ucieczki. I wtedy on Lucyfer zaproponował mi pomoc, nie
chciałam go słuchać, zatykałam uszy rękami, lecz to nie pomagało. Jego głos
przenikał przez moją czaszkę do środka i zapisywał się w mojej pamięci. Mówił,
że pomoże bratu, a jednocześnie odpowie na to dręczące mnie pytanie. Obiecywał
wszystko co w danej chwili było dla mnie najistotniejsze, lecz ja odmawiałam,
wiedząc że ze złem nie wchodzi się w układy, ani nie zawiera paktów. Próbując
pozbywać się jego głosu z myśli starałam się wpaść na pomysł jak się stąd
wydostać. Przecież musi być jakieś wyjście, zawsze jest jakaś szansa. I nagle
zrozumiałam, stąd nie ma wyjścia. Jestem w swojej głowie, dlatego mimo niechęci
w dalszym ciągu go słyszałam, dlatego nie mogę uciec, dlatego to miejsce
wydawało mi się tak znajome. Długo myślałam i myślałam jak wybrnąć z tej
sytuacji, a on dalej kusił mnie swoimi propozycjami im bliżej mnie się
znajdował tym bardziej miałam ochotę się zgodzić, dlatego zaczęłam uciekać.
Zataczaliśmy koło, ja w tył on w przód i idąc zrozumiałam, że jeżeli ja się
stąd nie wydostanę, to muszę pozbyć się jego. Nie ufałam już sobie, swoim
decyzjom, bałam się że ulegnę, a przez to wszystko nie mogłam dobrze skupić się
na zadaniu, które miałam do wykonania. Wiedziałam, że muszę zacząć walczyć, a w
tym miejscu panem sytuacji jestem ja. Postanowiłam milczeć, nie odpowiadać na
jakiekolwiek zaczepki, nie odzywać się, dopóty, dopóki nie będę stuprocentowo
pewna, że nie popełnię błędu. Zaczęłam się modlić, błagać Najświętszą Maryję
Pannę o pomoc w tej trudnej sytuacji bez wyjścia. I nagle on zaczął się
kurczyć. Na początku ledwo zauważalnie, chudł w oczach, wyglądał jak wygłodzony
starzec, który powoli kończy swoją podróż na Ziemi, ale nie zniknął siedział
tak skulony i budził litość. Pękało mi serce. Z jednej strony, tak bardzo
pragnęłam mu pomóc, wyglądał tak krucho, jakby Za sekundę miał rozpaść się na
miliony kawałeczków. Z drugie zaś bałam się go, bałam się, że gdy spróbuję mu
pomóc, on w jakiś sposób nade mną zwycięży i osiągnie swój cel.
Gdy
tak stałam rozdarta między dwiema możliwościami pojawiła się przepiękna postać.
Był to mężczyzna, lecz wyglądem całkowicie różnił się od Lucyfera. Miał długie
srebrzyste blond włosy, przepiękne oczy w kolorze nieba i co najdziwniejsze Za
jego plecami dostrzegałam spoczywające skrzydła, które w nietypowy sposób
odbijały światło, przez co wyglądały jak stworzone z tęczy. Anioł patrzył się
na mnie, czekał, a ja nie do końca wiedziałam na co. Wtedy zauważyłam, że w
jakiś niezrozumiały dla mnie sposób odgrodziłam siebie od leżącego w rogu
diabła przezroczystą szybą, na ironię zrobiłam to w momencie, w którym był on
dla mnie najmniej szkodliwy. Gdy tylko zrozumiałam, że zabezpieczenie to jest
mi w zupełności zbędne, zniknęło, prysło jak bańka mydlana, nie pozostawiając
po sobie żadnego śladu. Wtedy poczułam błogi spokój, tak jakbym znajdowała się
w miejscu pozbawionym zła i niebezpieczeństw. Anioł przemówił do mnie, lecz
zrobił to tak jak wcześniej porozumiewał się ze mną szatan. Nie wydawał żadnych
dźwięków, lecz ja słyszałam i rozumiałam każde słowo. Jesteś dzielna, dokonałaś czegoś, co mało który człowiek mógłby zrobić.
Dowiodłaś oddania Bogu, zrzekając się tego czego najbardziej pragniesz, więc
Bóg cię nagrodzi. Musisz tylko wrócić stąd do domu. Czeka tam na ciebie brat.
Mimo najszczerszych chęci nie mogę pomóc ci powrócić. Wszystkiego musisz
dokonać sama. Tylko pamiętaj kieruj się sercem, a wszystko będzie dobrze. I
nim zdążyłam zadać jakiekolwiek pytania zniknął wraz z Lucyferem. Zostałam
sama, musiałam się skupić. Jak wyjść z miejsca bez wyjścia? Jeżeli jestem w
swoim umyśle to czy nie powinnam jakoś siebie kontrolować? Tak, przecież to
jasne, stworzyłam tą szybę. Tylko w jaki sposób to zrobiłam. Usiadłam załamana
chcąc się poddać i wtedy przypomniałam sobie to co powiedział mi anioł. Łukasz
na mnie czeka, jest w domu zdrowy i martwi się o mnie. Muszę do niego wrócić,
żeby czuł się bezpiecznie. Tak bardzo chciałabym go teraz przytulić,
pokonałabym każdą drogę, byle tylko móc zobaczyć mojego brata. Gdy tylko ta
myśl przeszła przez moje myśli przede mną pojawiła się droga.
Wydawało się że nie ma ona końca, przechodziła
przez mroczny las i biegła wzdłuż drzew niknąc w oddali. Nie mając innego
wyboru ruszyłam nią pospiesznie, bojąc się, że nawet i ona zniknie i skończę w
punkcie wyjścia. Szłam i szłam przerażona, przysłuchując się najcichszym
szelestom wiatru, usilnie próbując doszukać się czyjeś obecności. Bałam się, że
szatan powróci do mnie, a w tym ciemnym lesie byłoby to straszliwie
przerażające. Każdy najmniejszy podmuch wiatru powodujący ruch wśród drzew i
krzewów przyprawiał mnie o ciarki na całym ciele, lecz uparcie dążyłam naprzód,
chcąc jak najszybciej dotrzeć do celu. Starałam się myśleć o tym miejscu jak o
części mnie, ponieważ zauważyłam, że to pomaga mi kontrolować strach i pomaga
się uspokoić. Przeszłam już bardzo długą drogę, lecz nie czułam zmęczenia, gdy
to sobie uświadomiłam nagle przede mną pojawiło się rozdroże. Którą drogę
wybrać ? Oby dwie wyglądają identycznie, nie ma żadnych wskazówek,
drogowskazów. A co jeśli wybiorę złą i zgubię się w tym mrocznym miejscu?
Zastanawiając się, przypomniały mi się słowa anioła „kieruj się sercem, a wszystko będzie dobrze”. Tylko co to znaczy?
Próbowałam przechodząc najpierw w stronę jednej ścieżki, a późnie drugiej,
znaleźć w sobie jakieś odczucia, pomagające mi wybrać odpowiednią, lecz nic
takiego nie przyszło. Załamałam się. Przeszłam już taką drogę, wygrałam walkę z
szatanem, a nie mogłam poradzić sobie z wyborem odpowiedniej drogi. Co jeśli
utknęłam tu na zawsze? Co jeśli nigdy już nie usłyszę głosu Łukasza? Nie
zobaczę jego roześmianej twarzy, oczu wpatrzonych we mnie i miłości, która była
w nich zapisana. Tak bardzo go kocham. Wróć
do mnie, tęsknię, wróć. Usłyszałam jego głos dochodzący z prawej strony i
idąc w jego stronę byłam pewna, że to dobry wybór.
Las
ciągnął się dalej, lecz powoli zaczynał się przerzedzać. Widać było coraz mniej
drzew, które niknąc tworzyły pustynię. Nagle zrobiło się okropnie gorąco i
duszno. Strasznie chciało mi się pić, lecz nigdzie nie było śladu wody. Byłam
zmęczona i powoli straciłam nadzieję na dotarcie do celu. Już chciałam się
poddać, gdy przede mną przeleciał biały gołąb. Nie poddawaj się już blisko. Pomogę Ci chodź Za mną. Nie wiedząc co
robić, przeanalizowałam wszystkie „Za” i „przeciw” i doszłam do wniosku, że
próbując niczego nie stracę. Mogę tylko zyskać, więc czym prędzej wstałam i
pobiegłam Za moim nowym przyjacielem. Gołąb leciał bardzo szybko, a ja w jakiś
niezrozumiały dla mnie sposób bez problemu Za nim nadążałam. W oddali widać
było źródełko znajdujące się w cieniu kilku niewielkich drzewek. Gołąbek rozpędzony
nie mógł zwolnić i z impetem uderzył w jedno z drzew, lecz ja zamiast mu pomóc
spragniona czym prędzej podbiegłam do źródła wody i wypiłam tyle ile mogłam.
Dopiero po chwili usłyszałam jak ptak woła o pomoc, lecz poczucie winy
spowodowane zignorowaniem przeze mnie wypadku, nie pozwoliło mi do niego
podejść. Wróciłam na ścieżkę zapominając o poświęceniu gołębia.
Droga
prowadziła w górę, była kręta i coraz bardziej stroma. Miałam wrażenie, że
wspinam się na górę, a z każdą chwilą stawało to się bardziej trudne. Promienie
słoneczne były tak gorące, że aż parzyły. Starałam się zasłonić każdy fragment
mojego ciała, aby zapobiec poparzeniu. Wspinałam się i wspinałam, a idąc
pragnęłam jak najszybciej skończyć tą wędrówkę. Miałam dość zarówno psychicznie
tak i fizycznie. Moje nogi powoli odmawiały posłuszeństwa, idąc mechanicznie
pod górę, bez mojej i ingerencji. Nagle po mojej lewej stronie pojawił się
obraz, na początku pomyślałam, że z powodu gorąca przed oczami pojawiają mi się
majaki. Lecz im bliżej niego byłam, tym on był wyraźniejszy. Stwierdziłam, że
nie mógł on znaleźć się tu bez powodu, wić postanowiłam się mu dokładnie
przyjrzeć. Przedstawiał kobietę o niewyraźnych rysach twarzy z małym dzieckiem
na rękach. Obraz był przepiękny, zachwycał intensywnością i wyrazistością barw,
a także nietypową perspektywą, dzięki której sprawiał wrażenie, że wychodzi
poza ramy. W jednej chwili zamazał się i pojawiły się na nim litery, które
ułożyły się w cytat, który znałam z „Małego
księcia” Dobrze widzi się tylko sercem.
Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu. Litery wciągnęły mnie w dziwny
świat, w którym czułam się tak jakbym wpadła do głębokiej wody, przez którą
widziałam zamazany obraz, a każdy mój ruch zmniejszał widoczność, więc poddałam
się sile która przybliżała mnie do czegoś, co jak czułam było ogromnie ważne.
Znalazłam się w sterylnie czystym pomieszczeniu, w którym królowała szpitalna
biel. Po prawej stronie słyszałam natarczywie pikające urządzenie, które nawet
na chwilę nie dawało spokoju. Po lewej siedział mój młodszy braciszek. Był
strasznie smutny, w jego oczach widziałam przebłyski łez. Strasznie chciałam go
przytulić, lecz gdy tylko spróbowałam wyciągnąć do niego rękę, ta nieznana siła
wciągnęła mnie powrotem pod wodę i niedługo późnie wróciłam w to okropne miejsce,
które w tym momencie zaczęła darzyć tak ogromną nienawiścią, że gdyby można
było urzeczywistnić swoje emocje, zniknęłoby ono szybciej niż bańka mydlana.
Nie
mając innego pomysłu wspinałam się dalej w górę, próbując poukładać sobie w
głowie wszystko to, co tutaj widziałam. Starałam się analizować i wysuwać
wnioski z każdej napotkanej przygody, którą przeżyłam w ty świecie, lecz gdy
tylko wydawało mi się, że jestem bliska rozwiązania zagadki, wymykało mi się
ono jak gazela, zbyt głośnemu lwu. Byłam tak zamyślona, że nie zauważyłam
kolejnego obrazu, wiszącego tak jak poprzedni, jakby w powietrzu. Przedstawiał
on budynek, znajdujący się niedaleko iglastego lasku. Był piękny. Tak
realistyczny i dokładny, że czuć było bijące od niego emocje. Dolna część obrazu
emanowała spokojem, delikatnością i sprawiła, że poczułam tęsknotę Za domem.
Górna część wprowadzała niepokój, chaos, spowodowany gwałtownością ukazanego
wiatru. Miałam wrażenie, że wiatr porusza poszczególne elementy. Po chwili
wrażenie to zamieniło się w pewność. Wichura była tak silna że poruszała moimi
włosami i z minuty na minutę zdawała się być coraz silniejsza. W pewnym
momencie z obrazu zniknęły wszystkie elementy i pozostał tylko wiatr i wtedy ,
gdy chciałam już uciekać z obawy przed podmuchami, wszystko zaczęło się
uspokajać. Tak jak wcześniej w miejscu niegdyś pięknego obrazu pojawiły się
słowa „Nie możemy kochać domu, który
nie ma swego oblicza i w którym kroki są pozbawione
sensu”. Nagle pojawiło się światło. Z każdą sekundą zyskiwało na intensywności,
aż w pewnym momencie musiałam zamknąć oczy z obawy przed oślepnięciem. Wraz z
światłem pojawiło się ciepło, które otulało mnie sprawiając, że skupiałam się
tylko an tym uczuciu, aż w pewnym momencie zniknęło. Zdziwiona otworzyłam oczy
i zauważyłam, że znajduję się w moim salonie. Widziałam wszystko z góry, tak
jakby fruwała pod sufitem. Był tam Łukasz i moja rodzina wszyscy byli okropnie
smutni, niektórzy płakali. Rozmawiali o kimś, lecz nie słyszałam tego co mówią.
Starałam się wyczytać z ruchu ich warg temat rozmowy, ale z marnym skutkiem. I
wtedy usłyszałam moje imię. Mój braciszek patrzył na mnie. On mnie widział !
Chciałam się do niego zbliżyć, lecz skończyło się to tak jak wcześniej.
Przyjemne, ciepłe światło zabrało mnie powrotem do mojego prywatnego piekła.
Załamałam się, przez chwilę nie mogłam zmusić swojego ciała do dalszej drogi,
lecz wiedziałam, że jest to konieczne. Powoli włócząc nogami wspinałam się
dalej. Zaczynałam rozumieć, że powodem smutku moich bliskich mogę być ja, lecz
nie pojmowałam dlaczego. Co się stało? Dlaczego to wszystko musi być takie
trudne ? Kiedy skończy się ta ciężka wędrówka, która jak się wydaje nie ma
końca? Lecz czy nie wszystko mające początek, posiada także i koniec? Jeżeli w
dziwny sposób znalazłam się tutaj, to w podobny powinnam się wydostać. Wtedy
przyszło mi do głowy, że jedyną możliwością wyjścia jest ponowne spotkanie z
Lucyferem. Myśl ta straszliwie mnie przeraziła. Bałam się, że przy drugim
spotkaniu ulegnę jego pokusom. Moje ciało i umysł były tak wykończone tą
podróżą, że nie trudno byłoby mnie przekonać do czegokolwiek, co choć na chwilę
pozwoliłoby mi odpocząć. Zrezygnowana spojrzałam przed siebie, starając się
określić jak duża odległość dzieli mnie od szczytu. Uradowana nie wierzyłam
własnym oczom, byłam tak niedaleko. Pozostałą drogę pokonałam w rekordowym
czasie, zachęcona możliwością rozwikłania zagadki i powrotu do domu. Na
szczycie góry nie było niczego prócz trzeciego obrazu. Był to najbrzydszy,
amatorski pejzaż, którego widok strasznie mnie zawiódł. W porównaniu do
poprzednich arcydzieł wyglądał jak pomyłka. Nie chciałam się do niego zbliżać,
lecz z nadzieją na kolejną wskazówkę czekałam, wierząc że niedługo wrócę do
domu. Mijały minuty, lecz nic się nie działo. Sfrustrowana podeszłam do niego i
ze złości rzuciłam nim najdalej jak tylko potrafiłam. Wtedy nagle poczułam
wszystko to co emanowało z poprzednich obrazów. Światło, ciepło, wiatr i to
uczucie jakbym znajdowała się w wodzie. Potem usłyszałam trzepot silnych
skrzydeł i przed moimi oczami ukazał się ten sam anioł, który uwolnił mnie z
sideł diabła. Zatrzymał się przede mną. Na jego twarzy widoczny był smutek. „Bóg, dzięki twej odwadze postanowił dać ci
szansę na powrót do domu, lecz musiałaś przejść przez kilka prób, dzięki,
którym sprawdziliśmy czy twoje serce jest na tyle dobre, aby móc wrócić. Byłem
uradowany, gdy okazało się, że poprawnie posłużyłaś się moją wskazówką i
wybrałaś odpowiednią drogę w lesie, słuchając głosu serca. Podziwiałem twoją
odwagę i upór w dążeniu do celu, lecz przynoszę niestety złe wieści. Zawiodłaś
mnie stawiając swoje pragnienie nad życie stworzenia, które było dal ciebie
dobre. Gdyby nie ja biedny gołąbek zginąłby ranny. Nie chciałem, alby przez
jeden błąd zniknęła twoja szansa na powrót, więc postanowiłem przeprowadzić
jeszcze trzy próby, które miały zadecydować jaką decyzję mam podjąć. Na
początku ucieszyło mnie to, że poddałaś się głębokiej wodzie, nie bojąc się
śmierci, więc w nagrodę podarowałem ci krótkie spotkanie z bratem. Następna
próba także przebiegła pomyślnie. Nie odczuwałaś strachu, czego nagrodą był
widok rodziny. Ostatnia próba miała być najtrudniejsza. Polegała na
dostrzeżeniu piękna w czymś co na pierwszy rzut oka jest szpetne. Nawet nie
wyobrażasz sobie jak bardzo mi źle z tego powodu, lecz muszę powiedzieć ci, że
przez niewykonanie ostatniego zadania nie mogę dopuścić do twojego powrotu.
Musisz zostać tu na zaws…” Niee !! Nie zgadzam się! Nie pozwalając skończyć
aniołowi rzuciłam się w otchłań chcąc zginąć. Nie chciałam żyć tu samotnie. Nie
chciałam ciągle wspominać. Chciałam śmierci i ostatnią myślą, która pojawiła
się w mojej głowie były słowa, które wykrzyczałam zbliżając się ku końcowi
mojego życia, będąc niedaleko ziemi.
Kocham cię, braciszku i nigdy nie przestanę! Moje ciało uderzyło z ogromną
siłą o piasek. Straciłam przytomność. Obudziłam się nie będąc już człowiekiem,
duchem, aniołem, demonem. Jestem
wszystkim i niczym. Wodą i ogniem. Czymś nienamacalnym, lecz choć trochę ludzkim w momencie, gdy czyjaś dusza wspomina
o moim życiu. Zostanę tu na wieki, bo nic nie zmusi mnie do opuszczenia
miejsca, w którym znajduje się moja przeszłość.