Wstęp

Była wyjątkowo gwieździsta i jasna noc. Zawdzięczaliśmy to pełni księżyca, która upiększała nam tą ciężką wędrówkę. Musieliśmy uciekać, nie mogliśmy się poddać. Dla Sary, dla naszego ukochanego dziecka. Córeczka ma dopiero rok. Jest taka mała, nieświadoma niebezpieczeństwa i zła które czyha na jej życie. Przecież musi nam się udać, musi… Bez nas będzie sama jak palec, bez nas nie uda jej się przetrwać. Prócz nas nie ma nikogo, kto mógłby się nią zaopiekować. Dlatego musimy to zrobić, mam nadzieję, że to zrozumie jak dorośnie, mam nadzieję, że ufamy odpowiednim ludziom. Gdybym tylko mogła to urzeczywistnić, wszystko byłoby prostsze, lecz nawet ja nie potrafię tego zrobić i wierzę, że życie, w którym spełniają się najskrytsze marzenia płynące prosto z naszych serc, byłoby zbyt proste, a skutkiem tego pozbawione piękna i szczęścia. W końcu w każdej sytuacji trzeba szukać tej lepszej strony.

piątek, 22 maja 2015

 Gdy miałam pięć lat, ciocia po raz pierwszy zaprowadziła mnie do biblioteki. Byłam zafascynowana światem, którym książki odgrywały pierwsze skrzypce i wypełniały wszystkie widoczne zakamarki. Półka z bajkami dla dzieci stała najbliżej drzwi, a ja co  tydzień wybierałam z niej po siedem książek, ponieważ tylko tyle wynieść z niej można było Za jednym razem. Pochłaniałam je w roztwarzającym tempie. Nie interesowało mnie czy są smutne, czy wesołe. Liczyła się historia i to że zawsze pochłaniała mnie, wciągała w siebie i wypuszczała w momencie ujrzenia ostatniej czarnej, atramentowej kropki, oznaczającej koniec opowieści. Najbardziej lubiłam te o zamkach, duchach i poszukiwaniach. Pewnego dnia natknęłam się na grubą księgę z pulchnym królem w czerwonej pelerynie na okładce. Wylądowała ona w moim tygodniowym księgozbiorze jako normalna pozycja, lecz okazała się wyjątkowa. Książka ta o dziwno koszmarnie mi się nie podobała, kartki przewracałam tak wolno, że po czterech dniach nie przeczytałam nawet połowy, ale nie poddawałam się, brnęłam dalej próbując jak najszybciej skończyć z kłopotem i szybko zapomnieć. Któregoś wieczora ciocia zauważyła że strasznie morduje się czytając tą książkę i zasugerowała, że jeśli nie podoba mi się to mogę oddać ją do biblioteki nieprzeczytaną, przecież nic złego się wtedy nie stanie. Byłam zaskoczona, nigdy wcześniej nie myślałam, że można nie dokończyć poznawać opisywanej opowieści, na początku wręcz mnie to zbulwersowało. Odłożyłam książkę na półkę czując się jakbym robiła coś złego. Od tamtej pory wypożyczałam książki, lecz często zdarzało się tak, że gdy dochodziłam do połowy historii, tak mnie ona nużyła, że odkładałam ją podobnie jak tą nieszczęsną opowiastkę z pulchniutkim królem na okładce. Niby nic nie ważny ruch- odłożenie 1 książki- zapoczątkowało przerwanie czytania na 3 lata. Dopiero po tak długim czasie zrozumiałam, że są one dla mojej przyjemności i na nowo odkryłam smak podwójnego życia, będąc na Ziemi przy lampce nocnej i jednocześnie tkwiąc w północnej XVI wiecznej Anglii. Mam wrażenie że to samo spotkało mnie teraz. Zawsze starałam się być miła dla wszystkich i z każdym próbowałam się dogadać. Szukałam tematów na które niekoniecznie lubiłam rozmawiać, ale odpowiadały mojemu rozmówcy. Byłam mistrzem w zawieraniu nowych znajomości, gdy chciałam się komuś przypodobać tak się stawało. Myślałam że tak robi każdy, że to normalne – stawanie się kimś innym w zależności od tego w jakim towarzystwie spędza się czas. Po kilku latach zaczęło mnie to męczyć. Należałam wszędzie, lecz tak naprawdę nigdzie bo nie mogłam być przyjacielem każdego, zawsze znajdował się ktoś, kto nie znosił innej osoby, a ja nie potrafiłam nienawidzić ludzi. Kochałam każdego człowieka, bo w każdym starałam znaleźć dobro i przymknąć oko na zło. W końcu jesteśmy tylko ludźmi i mamy prawo do błędów. Czasem zauważałam, że ludzie dzięki mnie stawali się lepsi. Zaczęłam im pomagać. Uratowałam kilka znajomości, kilka niedoszłych samobójców, osobę biorącą narkotyki. Niektórzy nazywali mnei swoim „prywatnym” psychologiem, więc normą było to że ludzie pisali do mnie i rozmawiali ze mną tylko po to żeby zwierzyć się ze swoich problemów i otrzymać pomoc. Było to wspaniałe, lecz czułam się źle, bo im większej liczbie osób pomagałam tym bardziej potrzebowałam czyjejś pomocy. Pewnego dnia ktoś powiedział mi że nie każdy musi mnie lubić, że to nigdy nie będzie możliwe. Początkowo nie uwierzyłam mu, bo przecież nie można żyć wiedząc, że komuś to nie odpowiada. Było to dla mnie tak abstrakcyjne, że aż nie realne. Teraz wiem jak to jest i o co z tym chodzi. Tak jak książka z otyłym królem otrzeźwiły mnie oszustwa moich tzw.”przyjaciół” które zraniły mnie tak bardzo, że zostawiły trwały ślad na moim ciele, widoczny tylko dla mnie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz