Wstęp
Była wyjątkowo gwieździsta i jasna noc. Zawdzięczaliśmy to pełni księżyca, która upiększała nam tą ciężką wędrówkę. Musieliśmy uciekać, nie mogliśmy się poddać. Dla Sary, dla naszego ukochanego dziecka. Córeczka ma dopiero rok. Jest taka mała, nieświadoma niebezpieczeństwa i zła które czyha na jej życie. Przecież musi nam się udać, musi… Bez nas będzie sama jak palec, bez nas nie uda jej się przetrwać. Prócz nas nie ma nikogo, kto mógłby się nią zaopiekować. Dlatego musimy to zrobić, mam nadzieję, że to zrozumie jak dorośnie, mam nadzieję, że ufamy odpowiednim ludziom. Gdybym tylko mogła to urzeczywistnić, wszystko byłoby prostsze, lecz nawet ja nie potrafię tego zrobić i wierzę, że życie, w którym spełniają się najskrytsze marzenia płynące prosto z naszych serc, byłoby zbyt proste, a skutkiem tego pozbawione piękna i szczęścia. W końcu w każdej sytuacji trzeba szukać tej lepszej strony.
wtorek, 3 lutego 2015
5
- Dziękuje, ale gdzie jest to "niedale... - Katarzyna już zniknęła za białymi drzwiami, a ja byłam tak zmęczona, że przestałam się przejmować wszystkim dookoła. Liczyło się dla mnie tylko ogromne łóżko z baldachimem znajdujące się w centralnej części pokoju. Gdy tylko na nim usiadłam oczy zaczęły mi się zamykać i niedługo potem usnęłam.Wpadłam w czarny dół i płynęłam przez mroczny tunel, coraz niżej i niżej. Nigdzie nie było widać nawet grama światła. Ciemność była obecna wszędzie, a mimo to doskonale widziałam to co działo się wokół mnie. Znajdowałam się w pokoju ciotki w kamieniczce rodziców. Wszystko leżało na swoim miejscu i wyglądało tak jak dawniej, a jednak czułam jakiś niepokój. Dręczące przeczucie, że coś jest nie tak. Nagle dostrzegłam w ciemności zarys światła, który powoli przybierał ludzką formę. Średni wzrost, długie brąz włosy spięte z tyłu spinką w sposób, który tak dobrze znałam. To była ciocia. Nie wyglądała tak jak kiedyś. Była półprzezroczysta, a jednak realna. Miała nieobecny wzrok i płakała.Wyglądała tak jakby nie powinno jej tu być, jakby była tylko w połowie, ciągle myślami tkwiąc w tym drugim miejscu. Lecz najbardziej zabolało mnie to, że na jej na ogół radosnej twarzy widać było wielki smutek.
-Nie wierz im, nie ja to zrobiłam... Nie mogę ci powiedzieć... To nie ja...
-Ale co ciociu wytłumacz. Nic nie rozumiem.
- I choć krzyczała, ostrzec Go próbując, On ślepo i głucho swój zamiar utrzymując, Zabił, co ważne świadom swego czynu... I choć błagała poprawę obiecując, On nie chciał niczego, Tracąc, nie zyskując...
-Nie rozumiem, powiedz mi co się dzieje.
- Wszystkiego dowiesz się w swoim czasie. Kazali mi ci to przekazać. Słuchaj się swojego serca a będzie dobrze. Tylko to cię może uratować. Och, idzie.. miało jej nie być. Muszę wracać, nie może się dowiedzieć, wtedy stanie się coś złego. Pamiętaj !
- Nie ciociu nie odchodź, zostań ze mną, proszę, kocham cię, ciociu zostań !
Obudził mnie dźwięk otwieranych drzwi, mimo tego przez cały czas udawałam że śpię. Byłam przejęta przedziwnym snem, który przyszedł tej nocy. Udawałam, że ciągle śpię, marząc o tym w głębi duszy. Może wtedy dowiedziałabym się czegoś więcej. Czy ciocia próbowała mi powiedzieć kto ją zabił ? Kim byli ci "oni" ? I czy ciocia mogła przychodzić do mnie jako... duch ? Przecież duchy nie istnieją. To nie jest normalne, a mi nie zdarzają się nienormalne rzeczy. Może po tych wszystkich przejściach nabawiłam się jakiejś schizofrenii.
Niesamowite opowiadanie. Czekam na więcej. Irytuje mnie tylko troszkę czcionka. Ja na przykład dialogi daję troszkę jaśniejsze, wtedy łatwiej i przyjemniej się czyta.
OdpowiedzUsuńZapraszam również na mojego Bloga, dopiero zaczynam :)
http://bezdennabutelkapelnalistow.blogspot.com/