Wstęp
Była wyjątkowo gwieździsta i jasna noc. Zawdzięczaliśmy to pełni księżyca, która upiększała nam tą ciężką wędrówkę. Musieliśmy uciekać, nie mogliśmy się poddać. Dla Sary, dla naszego ukochanego dziecka. Córeczka ma dopiero rok. Jest taka mała, nieświadoma niebezpieczeństwa i zła które czyha na jej życie. Przecież musi nam się udać, musi… Bez nas będzie sama jak palec, bez nas nie uda jej się przetrwać. Prócz nas nie ma nikogo, kto mógłby się nią zaopiekować. Dlatego musimy to zrobić, mam nadzieję, że to zrozumie jak dorośnie, mam nadzieję, że ufamy odpowiednim ludziom. Gdybym tylko mogła to urzeczywistnić, wszystko byłoby prostsze, lecz nawet ja nie potrafię tego zrobić i wierzę, że życie, w którym spełniają się najskrytsze marzenia płynące prosto z naszych serc, byłoby zbyt proste, a skutkiem tego pozbawione piękna i szczęścia. W końcu w każdej sytuacji trzeba szukać tej lepszej strony.
poniedziałek, 2 lutego 2015
4
Następnego dnia z samego rana przyjechała po mnie Katarzyna, wróciłyśmy do mojego domu, abym mogła zabrać kilka najpotrzebniejszych rzeczy. Od dziś będę mieszkać z nową rodziną w nowym domu, po raz kolejny zaczynając wszystko od początku. Tylko różnica polegała na tym, że na wcześniejsze zmiany byłam przygotowana, a to było tak nagłe, tak przytłaczające...
Katarzyna zatrzymała samochód na podjeździe i spojrzała się na mnie, sugerując wzrokiem, iż nadszedł czas powrócenia do miejsca moich najnowszych koszmarów. Wiedziałam, że powinnam teraz wyjść z samochodu wyprostować się i odważnie wejść do budynku. Wiedziałam, że jeżeli dłużej będę tego unikać to nie pokonam moich lęków, lecz wręcz przeciwnie zacznę je w sobie rozwijać. Myślami właśnie to robiłam byłam odważną dziewczyną, która właśnie przechodziła przez kuchnie mijała drzwi do spiżarni i nagle... Kap, kap, kap... Nie mogłam. Skuliłam się na siedzeniu, chcąc, jeśli tylko to możliwe wtopić się w fotel i zniknąć. Byle tylko ominąć tą niemiłą konieczność powrotu do miejsca, którego już nie mogłam... nie chciałam... nazwać domem. Niestety żadna nadprzyrodzona siła nie chciała spełnić moich wymysłów więc po prostu siedziałam wpatrzona w las, który tak kochałam, a który kojarzył mi się teraz tylko ze smutkiem i utratą czegoś bardzo ważnego. Z rozmyśleń wyrwał mnie głos Katarzyny.
-... jeśli nie dasz rady to ja to zrobię za ciebie. Powiedz tylko czego najbardziej ci potrzeba i gdzie będę mogła to znaleźć. Wiedziałam, że powinnam teraz zacząć mówić. Powiedzieć cokolwiek. Zgodzić się, odmówić. Sporządzić, krótką słowną listę najpotrzebniejszych rzeczy. Lecz nie mogłam. Gula w gardle nagle wstrzymała moje struny głosowe, a do oczu zaczęły nabiegać łzy. Na szczęście Katarzyna nie czekała dłużej na moją odpowiedź wiedząc, że jestem teraz w innym świecie sam a sam ze swoimi myślami. Tocząc nierówną walkę o z góry przesądzonym wyniku. Wyszła z samochodu i szybkim krokiem szła w kierunku kamieniczki rodziców. Po krótkiej chwili wróciła z trzema pudłami wypełnionymi moimi rzeczami i ułożonymi jedno na drugim. Pudła chwiały się niebezpiecznie sygnalizując chęć wylądowania na ziemi w zimnym, mokrym śniegu. Ta wizja nie podobała mi się zbytnio, a świadomość tego, że nie będę musiała wejść już do budynku sprawiła że podbiegłam do mojej nowej opiekunki uściskałam ją i chcąc pomóc wzięłam od niej dwa pudła. Razem wsadziłyśmy je do bagażnika i ruszyłyśmy w drogę. W podróż w jedną stronę, która miała zabrać mnie do nowej, nieznanej przyszłości.
Dom Majki był piękny. Duży biały budynek przedstawiający w nowoczesny i subtelny sposób zarys baśniowego zamku. Łączył w sobie elegancję, klasykę i współczesność i przypuszczam, że to połączenie przypadłoby do gustu każdemu, nawet najbardziej wymagającemu człowiekowi. Wokół domu znajdował się niesamowicie piękny ogród, którego widok zapierał dech w piersiach. Rosły w nim krzewy róż, niektóre klasyczne, a inne w tak nietypowych kolorach i kształtach, iż nie można było oderwać od nich wzroku. Zdziwiło mnie jednak to, że zachodnia strona ogrodu odgrodzona była wysokim płotem oplecionym bluszczem i pnączami czerwonych róż, które były tag gęste, iż nie byłam w stanie dostrzec furtki lub jakiegokolwiek innego wejścia.
- Witaj w nowym domu. Usłyszałam, zauważając jednocześnie, że Katarzyna właśnie zatrzymuje się na podjeździe. Ogarnęła mnie ogromna wdzięczność do tych obcych ludzi, którzy mieli tak dobre serca, że nie zostawili mnie samej.
- Nie ma pani nawet pojęcia, jak bardzo chciałabym pani podziękować za to co dla mnie robicie. Nigdy chyba nie będę w stanie odpłacić pani za tak dobry i szlachetny czyn. Dziękuję. Nie znajdę innych słów opisujących moją wdzięczność, więc po prostu dziękuję.
- nie martw się dziecko. Wystarczy nam świadomość, że będziesz bezpieczna, w końcu jesteś przyjaciółką mojej córki i proszę zwracaj się do mnie po imieniu, tak będzie odpowiedniej.
-Dobrze Katarzyno. Jeszcze raz dziękuję.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz