Wstęp
Była wyjątkowo gwieździsta i jasna noc. Zawdzięczaliśmy to pełni księżyca, która upiększała nam tą ciężką wędrówkę. Musieliśmy uciekać, nie mogliśmy się poddać. Dla Sary, dla naszego ukochanego dziecka. Córeczka ma dopiero rok. Jest taka mała, nieświadoma niebezpieczeństwa i zła które czyha na jej życie. Przecież musi nam się udać, musi… Bez nas będzie sama jak palec, bez nas nie uda jej się przetrwać. Prócz nas nie ma nikogo, kto mógłby się nią zaopiekować. Dlatego musimy to zrobić, mam nadzieję, że to zrozumie jak dorośnie, mam nadzieję, że ufamy odpowiednim ludziom. Gdybym tylko mogła to urzeczywistnić, wszystko byłoby prostsze, lecz nawet ja nie potrafię tego zrobić i wierzę, że życie, w którym spełniają się najskrytsze marzenia płynące prosto z naszych serc, byłoby zbyt proste, a skutkiem tego pozbawione piękna i szczęścia. W końcu w każdej sytuacji trzeba szukać tej lepszej strony.
wtorek, 27 stycznia 2015
3
Nie wiem jak długo tu siedziałam, ale podejrzewam, że minęło dużo czasu, ponieważ gdy już wyszłam właśnie świtało.Okazało się, że ktoś znalazł mój telefon, który musiałam zostawić na korytarzu i zatelefonował do Majki, jako, że był to numer pod który dzwoniłam ostatnio. Ta niebieskooka lekarka, martwiła się o mnie, szukała mnie, a gdy nie mogła znaleźć postanowiła zawiadomić kogoś z rodziny o tej tragedii. Tylko, że ja byłam sama, nie miałam nikogo kto mógłby się mną zająć, bo ciocia podobnie jak ja była sierotą. Może dlatego byłyśmy sobie tak bliskie. Wiedziałyśmy co to samotność i odnalazłyśmy siebie, aby móc ją złagodzić.
Na szpitalnym korytarzu zobaczyłam moją przyjaciółkę wraz z rodziną. Majka powiadomiła matkę o zaistniałej sytuacji i rezygnując z zabawy w górach wróciły do domu, aby mi pomóc. Jej matka - Katarzyna- oznajmiła mi, że jeśli chcę mogę zamieszkać z nimi dopóki nie skończę osiemnastego roku życia. Nie chciałam sprawiać im problemu, ale szczerze mówiąc nie miałam innego wyjścia, a perspektywa ponownego zamieszkania w domu dziecka nie podobała mi się zbytnio. Byłam więc im bardzo wdzięczna i zgodziłam się. Przynajmniej na razie zamieszkam z rodziną Majki, a potem znajdę jakieś rozwiązanie. Byłam tak zmęczona, że oddałabym wszystko, za perspektywę snu, który pozwoliłby mi zapomnieć choć na chwilę o tym co stało się wczoraj. Katarzyna zabrała mnie do swojej rezydencji. Rodzina Mai była bardzo bogata, dziewczynie nigdy niczego nie brakowało, lecz na mnie nie robiło to nigdy wrażenia. Ja byłam wdzięczna cioci za to co miałam, nie potrzebowałam najmodniejszej torebki i butów, aby móc być szczęśliwą. Podejrzewam, że tata Mai zarabiał dużo, ponieważ pamiętam, że przyjaciółka wspominała kiedyś, że matka nie pracuje, lecz nie pytałam nigdy o to dziewczyny, bo za każdym razem gdy wspominałam o jej ojcu, ona w dziwny sposób zmieniała temat.
Przed wyjściem ze szpitala zatrzymali mnie policjanci, którzy twierdzili, że ciocia popełniła samobójstwo. Niedaleko jej ciała znaleziono zakrwawiony nóż kuchenny, na którym znajdowały się wyłącznie jej odciski palców. Mimo tego dowodu, nie mogłam w to uwierzyć. Znałam ciocię bardzo dobrze, wiedziałam, że nie zostawiłaby mnie samej. Nie po to tyle ryzykowałyśmy z przeprowadzką. Po za tym to nie było w jej stylu. Była taka pogodna, zawsze szczęśliwa, brała z życia tyle ile mogła. W mojej głowie pojawił się obraz jej ciepłych zawsze uśmiechniętych brązowych oczu, które teraz były puste, martwe... których nigdy więcej nie zobaczę.
Wróciłam!
OdpowiedzUsuń