Wstęp

Była wyjątkowo gwieździsta i jasna noc. Zawdzięczaliśmy to pełni księżyca, która upiększała nam tą ciężką wędrówkę. Musieliśmy uciekać, nie mogliśmy się poddać. Dla Sary, dla naszego ukochanego dziecka. Córeczka ma dopiero rok. Jest taka mała, nieświadoma niebezpieczeństwa i zła które czyha na jej życie. Przecież musi nam się udać, musi… Bez nas będzie sama jak palec, bez nas nie uda jej się przetrwać. Prócz nas nie ma nikogo, kto mógłby się nią zaopiekować. Dlatego musimy to zrobić, mam nadzieję, że to zrozumie jak dorośnie, mam nadzieję, że ufamy odpowiednim ludziom. Gdybym tylko mogła to urzeczywistnić, wszystko byłoby prostsze, lecz nawet ja nie potrafię tego zrobić i wierzę, że życie, w którym spełniają się najskrytsze marzenia płynące prosto z naszych serc, byłoby zbyt proste, a skutkiem tego pozbawione piękna i szczęścia. W końcu w każdej sytuacji trzeba szukać tej lepszej strony.

niedziela, 25 stycznia 2015

1

Obudziłam się rankiem w moje siedemnaste urodziny. Nie mogę uwierzyć, że to wszystko tak szybko mija. Już od roku mieszkam sama w tej uroczej kamieniczce. Mimo tego, że jej wygląd zasługuje na pochwały, nie można powiedzieć tego o stanie używalności. Odziedziczyłam ją podobno po moich rodzicach, którzy nie żyją już od szesnastu lat. Łatwo domyśleć się, że ich nie pamiętam, nie mówiąc już o braku wspomnień z nimi związanych, a mimo tego bardzo mi ich brak. Podobno to niemożliwe. Nie można przywiązać się do kogoś kogo tak naprawdę się nie zna, a mimo tego, ja od zawsze czułam niesamowitą więź, która łączyła mnie z nimi. Czasem nocą przy pełni księżyca siadałam przy oknie oglądając jedyną pamiątkę jaka została mi po mamię-pierścień z onyksowym kamieniem, patrząc w gwiazdy i wyobrażając sobie życie, w którym oni byliby ze mną. Patrzyliby jak stawiam pierwsze kroki, jak po raz pierwszy wypowiadam proste słowa i cieszyli się tak jakbym odkryła lek na raka. Potem byliby ze mną pierwszego dnia szkoły, zaciekle uczyli tabliczki mnożenia i dziwili się, że potrafię pochłonąć 2 tabliczki czekolady w 5 min brudząc przy tym każdy milimetr twarzy. W moich marzeniach jesteśmy idealną kochającą się rodziną. Lecz to tylko marzenia i wszyscy dobrze wiemy, że spełnienie ich graniczy z cudem, a jednak nie potrafiłam odmówić sobie wieczoru przy oknie. Sam na sam z moimi myślami. Było to tak kuszące, że nie raz zapominałam o tym, że następnego dnia czeka mnie szkoła i siedziałam tak patrząc w niebo przez całą noc. Niestety nie uszło mi to na sucho. Ciotka zawsze karciła mnie wtedy, mówiąc  że jestem lekkomyślna i nieodpowiedzialna, ale i tak wiedziałam, że nie jest na mnie zła. Kochała mnie, tak jak ja ją. Od zawsze byłyśmy we dwie. Przynajmniej odkąd pamiętam. Adoptowała mnie gdy miałam 2, może 3 latka. Powiedziała, że gdy tylko mnie zobaczyła pokochała mnie całym sercem. Byłam niebieskookim dzieckiem o blond włosach, które (przynajmniej ona tak twierdzi) wyglądało jak malutki aniołek. Wyciągnęłam do niej swoje króciutkie rączki i uśmiechnęłam się, a ona postanowiła, że zabierze mnie z domu dziecka Za wszelką cenę. Tak się stało i od tamtej pory była dla mnie matką, siostrą i przyjaciółką. Na początku było ciężko. Ciotka pracowała i często nie miała z kim zostawić małego dziecka. Nie zarabiała też dużo, więc w ubiegłym roku postanowiłyśmy, że przeprowadzimy się do mieszkania moich rodziców. Ciocia szybko znalazła nową pracę, ja polubiłam to miejsce, nową szkołę, a najbardziej pokochałam las, który okalał nasz dom od wschodu. Często chadzałam tam na spacery z dwójką moich najlepszych przyjaciół- Kamilem i Mają. Poznałam ich w szkole, chodziliśmy razem do klasy i oni jako jedyni nie traktowali mnie jak kogoś ułomnego tylko dlatego, że nie pochodziłam z normalnej rodziny. Maja była artystką, chociaż nie znosiła jak się tak na nią mówiło. Była szczupła, średniego wzrostu, miała duże zielone oczy o niespotykanym odcieniu i bujne, lekko kręcone, orzechowe włosy. Przyciągała uwagę swoim pięknym wyglądem i niesamowitym intelektem, ale odstraszała wiele osób swoją bezpośredniością. Nie znosiła kłamstw i owijania w bawełnę, dlatego często dość bezpośrednio oceniała innych, nie zważając na etykietę. O dziwo to co innych odstraszało, przyciągnęło mnie do niej. Uwielbiałam rozmawiać z nią o wszystkim, ponieważ wiedziałam, że nie będzie przede mną niczego ukrywać. Kamil był cichą i skromną osobą. Był bardzo przystojny, lecz ukrywał to jak tylko mógł. Należał do tych osób, które odzywają się bardzo rzadko, ale jeżeli mają już coś do powiedzenia to jest to bardzo istotna rzecz, skłaniająca do dalszych przemyśleń.

1 komentarz: