Obudziłam
się rankiem w moje siedemnaste urodziny. Nie mogę uwierzyć, że to wszystko tak
szybko mija. Już od roku mieszkam sama w tej uroczej kamieniczce. Mimo tego, że
jej wygląd zasługuje na pochwały, nie można powiedzieć tego o stanie używalności.
Odziedziczyłam ją podobno po moich rodzicach, którzy nie żyją już od szesnastu
lat. Łatwo domyśleć się, że ich nie pamiętam, nie mówiąc już o braku wspomnień
z nimi związanych, a mimo tego bardzo mi ich brak. Podobno to niemożliwe. Nie
można przywiązać się do kogoś kogo tak naprawdę się nie zna, a mimo tego, ja od
zawsze czułam niesamowitą więź, która łączyła mnie z nimi. Czasem nocą przy
pełni księżyca siadałam przy oknie oglądając jedyną pamiątkę jaka została mi po
mamię-pierścień z onyksowym kamieniem, patrząc w gwiazdy i wyobrażając sobie
życie, w którym oni byliby ze mną. Patrzyliby jak stawiam pierwsze kroki, jak
po raz pierwszy wypowiadam proste słowa i cieszyli się tak jakbym odkryła lek
na raka. Potem byliby ze mną pierwszego dnia szkoły, zaciekle uczyli tabliczki
mnożenia i dziwili się, że potrafię pochłonąć 2 tabliczki czekolady w 5 min
brudząc przy tym każdy milimetr twarzy. W moich marzeniach jesteśmy idealną
kochającą się rodziną. Lecz to tylko marzenia i wszyscy dobrze wiemy, że spełnienie
ich graniczy z cudem, a jednak nie potrafiłam odmówić sobie wieczoru przy
oknie. Sam na sam z moimi myślami. Było to tak kuszące, że nie raz zapominałam
o tym, że następnego dnia czeka mnie szkoła i siedziałam tak patrząc w niebo
przez całą noc. Niestety nie uszło mi to na sucho. Ciotka zawsze karciła mnie
wtedy, mówiąc że jestem lekkomyślna i
nieodpowiedzialna, ale i tak wiedziałam, że nie jest na mnie zła. Kochała mnie,
tak jak ja ją. Od zawsze byłyśmy we dwie. Przynajmniej odkąd pamiętam.
Adoptowała mnie gdy miałam 2, może 3 latka. Powiedziała, że gdy tylko mnie
zobaczyła pokochała mnie całym sercem. Byłam niebieskookim dzieckiem o blond
włosach, które (przynajmniej ona tak twierdzi) wyglądało jak malutki aniołek. Wyciągnęłam
do niej swoje króciutkie rączki i uśmiechnęłam się, a ona postanowiła, że zabierze
mnie z domu dziecka Za wszelką cenę. Tak się stało i od tamtej pory była dla
mnie matką, siostrą i przyjaciółką. Na początku było ciężko. Ciotka pracowała i
często nie miała z kim zostawić małego dziecka. Nie zarabiała też dużo, więc w
ubiegłym roku postanowiłyśmy, że przeprowadzimy się do mieszkania moich
rodziców. Ciocia szybko znalazła nową pracę, ja polubiłam to miejsce, nową
szkołę, a najbardziej pokochałam las, który okalał nasz dom od wschodu. Często
chadzałam tam na spacery z dwójką moich najlepszych przyjaciół- Kamilem i Mają.
Poznałam ich w szkole, chodziliśmy razem do klasy i oni jako jedyni nie traktowali
mnie jak kogoś ułomnego tylko dlatego, że nie pochodziłam z normalnej rodziny. Maja była artystką, chociaż nie znosiła jak się tak na nią
mówiło. Była szczupła, średniego wzrostu, miała duże zielone oczy o
niespotykanym odcieniu i bujne, lekko kręcone, orzechowe włosy. Przyciągała
uwagę swoim pięknym wyglądem i niesamowitym intelektem, ale odstraszała wiele
osób swoją bezpośredniością. Nie znosiła kłamstw i owijania w bawełnę, dlatego
często dość bezpośrednio oceniała innych, nie zważając na etykietę. O dziwo to
co innych odstraszało, przyciągnęło mnie do niej. Uwielbiałam rozmawiać z nią o
wszystkim, ponieważ wiedziałam, że nie będzie przede mną niczego ukrywać. Kamil
był cichą i skromną osobą. Był bardzo przystojny, lecz ukrywał to jak tylko
mógł. Należał do tych osób, które odzywają się bardzo rzadko, ale jeżeli mają
już coś do powiedzenia to jest to bardzo istotna rzecz, skłaniająca do dalszych
przemyśleń.
czekam na resztę :)
OdpowiedzUsuń